małe buła-01

 Ostatnimi czasy po licznych rozmowach przeprowadzonych z kolegami z branży, młodszymi i starszymi, z większym bądź mniejszym doświadczeniem oraz z paroma klientami,  naszło mnie kilka przemyśleń na temat wyceniania swojego czasu pracy.

 Jak wycenić, żeby nie było za mało? Jaką podać cenę żeby klient nie uciekł z krzykiem? Jest to odwieczny problem każdego, kto na własną rękę prowadzi działalność związaną z grafiką, animacją czy filmowaniem. Na forach istnieje wiele tematów o tym jak zacząć rozmowę ze zleceniodawcą. Jaką stawkę ustalić za godzinę, a jaką za określony czas pracy czy czas trwania animacji. Kogo się nie zapytać udzieli innej odpowiedzi. 

W tym tekście postaram się przybliżyć trochę te trudne zagadnienia i podam parę hintów związanych z wyceną, przy czym pragnę zaznaczyć, że nie jestem mega ekspertem w tej dziedzinie, ciągle się uczę i zdobywam doświadczenie. Nie zamieszczę też żadnych konkretnych stawek:)
Czas – ucieka nieubłaganie. Nasz czas jest bezcenny, dlatego należy go dobrze wykorzystać. Warto się zastanowić nad tym jak wyceniamy swój czas dla klientów zakładając, że na nasze działanie składają się oprócz pracy w samych programach, także dodatkowe sprawy jak: odpisywanie na e-maile, szukanie referencji i inspiracji, kontakt z podwykonawcami (freelancerzy, lektorzy, kompozytorzy, muzycy), spotkania z klientami, dojazdy na miejsca zdjęć itp itd.. Przyznaje, że sam często pomijam te aspekty w czasie wyceniania projektów. Zdarza się też, że nad e-mailami spędzamy dużo więcej czasu niż nad projektami, wyjaśniając klientom co i jak:) Warto to uwzględnić w wycenie poprawek.
Sprzęt i oprogramowanie – narzędzia pracy, bez których nie mogą obejść się współcześni projektanci. Wszyscy pracujący z ruchomą grafiką, video, 3D czy ilustracjami koncepcyjnymi wiedzą, że przy ich pracy liczy się każdy komponent. Pamięć RAM, dyski twarde, procesory, karty graficzne, chłodzenie – wszystko ma swoją cenę, przy okazji sprzęt trzeba wymienić, co 2-3 lata, żeby nie dostał zadyszki przy większych projektach i mógł wszystko na czas wyrenderować. Oprogramowanie – rzecz absolutnie niezbędna – koszty licencji są znaczne, co jest oczywiste w związku z tym, że programy są wykorzystywane komercyjnie. Są to koszty, które musimy ponieść, piractwo może nas dużo więcej kosztować;] Oczywiście programy trzeba też co jakiś czas aktualizować.
ZUS, ubezpieczenia, podatki – koszty opcjonalne dla freelancerów pracujących na umowę o dzieło (chociaż i Ci muszą zapłacić podatki od swoich zarobków), dla każdego właściciela firmy wydatek, który co miesiąc musi ponieść. O kosztach, takich jak ZUS, napisano już wiele i pewnie wiele będzie napisane, dlatego osobiście pominę swoją opinię na temat tej instytucji. Do wszystkiego można też doliczyć koszt księgowego, który ogarnie dla nas wszystko tak, żeby Urząd Skarbowy się nie doczepił:)
Poprawki – rzecz, którą uznaję za wartą wspomnienia, ponieważ jest to dodatkowy koszt, który ponosimy, a trudno jest go uwzględnić w początkowej wycenie. Jest to ważny element, ponieważ w pewnym momencie poprawki zaczną w znacznym stopniu zmieniać nasz projekt i przestanie on przypominać ten, nad którym pracowaliśmy początkowo. Musimy trzymać rękę na pulsie i zwracać uwagę na to, że zaczynamy robić już inny projekt.
Koszty dodatkowe – czyli zakup muzyki, wynajęcie lektora, studia nagraniowego, wypożyczenie sprzętu, zakup pluginów, zatrudnienie podwykonawców – kolejne koszty, które warto przemyśleć już na początku zlecenia.
Rachunki, opłaty – kolejny co miesięczny wydatek, który ponosimy: prąd, telefony, internet, media, wynajem pracowni, benzyna na dojazdy, czyli wszystko co jest nam potrzebne do prowadzenia działalności.
Szkolenia, tutoriale, wiedza – coś co pozwala nam się rozwijać, zdobywać nowe umiejętności, stawać się lepszymi, a czasem ułatwia pracę oraz pozwala rozwiązywać problemy.

Wszystkie punkty, które opisałem wyżej należy zsumować i uwzględnić to, ile chcemy zarobić. Otrzymamy wtedy sumę, która jest podstawą do rozmów z klientem na temat wynagrodzenia za naszą pracę.
W jakich klientów celować?
W takich, którzy są w stanie zapłacić za naszą pracę. Może się to wydawać dość oczywiste, jednak wielu młodszych lub początkujących projektantów nie zawsze stosuje się do tej zasady. Klient, który chce zapłacić za naszą pracę, to klient który szuka NIE najtańszego wykonawcy, tylko osoby, która potrafi coś zrobić. To klient, który jest gotowy zapłacić za jakość i nie opuści nas tylko dlatego. że syn sąsiada zrobi to samo za 50 zł. Celujemy w firmy i instytucje, które do nas wrócą z kolejnym zleceniem lub polecą innym firmom lub znajomym.
Pamiętać należy też, że klient nie jest “dojną krową” i nie przeceniajmy na siłę naszych projektów, bądźmy doradcami i profesjonalistami w tym co robimy, starajmy się być pomocni i dzielmy się wiedzą z klientem. Jeśli zleceniodawcą nie ma pojęcia: co ile kosztuje?-zapytajmy o budżet. Jeśli jest za mały wyprowadzajmy z błędu, jeśli jest odpowiedni – działajmy w jego obrębie, natomiast jeśli jest za duży – cóż takich budżetów nie ma (przynajmniej z takim się nigdy nie spotkałem:).
Podsumowując krótko, zwięźle i na temat – jeśli ciągle żyjesz na garnuszku rodziców, a w przyszłości zamierzasz założyć swoją własna działalność albo po prostu boisz się podać klientowi “normalną” cenę – przemyśl to co robisz i przelicz to, jak zarabiasz i na co wydajesz lub będziesz wydawał zarobione pieniądze. Przyszycie samemu sobie łatki pracującego za bułkę jest dość łatwe, trudno tę łatkę potem zerwać.