movie-theater-project_100x100Ze zmianami w przemyśle filmowym jest trochę jak z wielokrotnie zapowiadanym końcem świata – każda ewolucja uruchamia machinę spekulacji i najczarniejszych scenariuszy, pojawiających się średnio raz na kilka lat.

Czy 3D jest przyszłością kina, czy też w ostateczności je uśmierci? Takie pytanie może zadać sobie widz siedzący wygodnie w kinowym fotelu. Może, chociaż wcale nie musi. Zmiany zaszły bowiem nie tylko w przemyśle filmowym – ewolucję przeszła również świadomość samego odbiorcy. Minęły już czasy, kiedy publiczność ekscytowała się banalnymi historyjkami i gagami filmowymi, z zachwytem oglądając na dużym ekranie 1-minutową, porywającą grę w karty (Georges Melies) czy płacząc ze śmiechu podczas scenki oblewania wodą ogrodnika („Polewacz polany” braci Lumi’re).

Dzisiejsi odbiorcy mają zgoła odmienne poczucie dobrego smaku, zdecydowane oczekiwania i pełną świadomość. Widzieli już wiele, co stawia twórców filmu przed nie lada wyzwaniem.

ed-mit-czy-kit

Co zatem może zrobić twórca dla widza, który zna już wszystkie rozwiązania fabularne i wszystkie możliwe konfiguracje klisz gatunkowych?

Może zastosować technikę 3D jako nowego środka wyrazu w celu dostarczenia mu nowych atrakcji.

 Sam trójwymiar nie jest czymś nowym – pierwsze próby zaadaptowania go do sztuki ruchomego obrazu pojawiły się już w latach ’50 ubiegłego wieku, a być może nawet i jeszcze wcześniej, bo – jak pokazują ostatnie doniesienia – cieszył oko samego Adolfa Hitlera już w połowie lat ’30.  Jednak na skutek niedoskonałości technicznych dobrze zapowiadająca się ciekawostka filmowa musiała poczekać w cieniu na lepsze czasy.

I doczekała się. Dzisiaj, dzięki nowym możliwościom może rozbłysnąć pełnym blaskiem.

A jakim wabikiem może się stać dla znudzonej standardowymi rozwiązaniami publiczności, pokazał, opisywany już wielokrotnie, sukces „Avatara” – obrazu z całkowitym przerostem formy nad treścią. Estetyka filmu jak najbardziej zachwyca, a sam efekt 3D, niczym wisienka na torcie, tylko ten efekt wzmacnia. Można by uznać dzieło Camerona za swoisty manifest nowej technologii, otwierając nowy rozdział w dziejach kina, trudno nie wziąć jednak pod uwagę, że być może jest to tylko gimmick, iskierka mająca wzniecić ogień, przygasającego już trochę, przemysłu filmowego.

movie-theater-project_500

W dobie cyfryzacji kin i możliwości, jakie dostarcza nam użytkowanie Internetu, wprowadzenie systemu 3D wydaje się być rozsądnym krokiem na drodze rozwojowej kina, chcącego utrzymać słupek popularności na najwyższym poziomie.

Podobne przedsięwzięcia miały już miejsce w przeszłości – ostatnie związane było z pojawieniem się telewizji, przez którą – nie pierwszy i nie ostatni raz – przepowiadano kinu rychłe zakończenie mainstreamowego żywota. Pojawienie się nowego medium wymusiło więc podjęcie konkretnych działań i dostosowania się do zmian. Z tego też powodu trudno nie oprzeć się pokusie potraktowania technologii 3D za zgrabny chwyt marketingowy, mający na celu zapełnienie kinowych sal.

Natomiast same wartości estetyczne, jakie wniosła do animacji trójwymiarowość są nieocenione. Stały się bowiem i interesującą alternatywą dla klasycznego ruchomego obrazu, i doskonałym polem poszukiwań dla nowych rozwiązań formalnych. Być może nigdy wcześniej nie byliśmy tak blisko realizmu w naśladowaniu rzeczywistości i – być może – nigdy wcześniej nie mieliśmy możliwości zobaczenia na ekranie tak niesamowicie szerokiej palety kolorów w jednym dziele.

Tymczasem nasuwa się pytanie czy samo 3D jest w stanie zastąpić wyobraźnię artysty i kreatywność, którą wykazywali się dotychczasowi twórcy w walce z ograniczonymi narzędziami. Możliwe, że taka technologia nie przetrwa próby czasu, być może jednak wkrótce trójwymiarowość stanie się tak oczywista, jak wszechobecność kolorowej telewizji.

Tylko czy obraz „wychodzący” z ekranu, trzęsące się krzesełka i możliwość odczuwania w kinie zapachów wystarczą, żeby utrzymać naszą uwagę na dłużej?