Menu

Animacja offowa kontra komercyjna czyli rzecz o współczesnej sztuce

mickeyUtarło się w naszej kulturze, że to, co komercyjne jest bezpieczne w odbiorze, pozbawione wysublimowanych walorów artystycznych, nastawione na bogacenie się, stanowi pracę "pod odbiorcę" i w ogólnym bilansie wypada słabo. Żeby dany projekt mógł przynieść zysk musi go obejrzeć jak największa ilość osób.

Twórcy zmuszeni są więc do dawkowania nowości, które mogłyby nie przypaść widowni do gustu, nie zobaczymy więc raczej na ekranie skrajnej kontrowersji czy wybitnej innowacyjności, które jest dopuszczalne w kinie "niezależnym".

Animowane kino offu zyskało dzisiaj status elitarności, jest kinem wymagającym od widza samodzielności, koncentracji, odstawienia na bok schematycznego myślenia, wymaga też wysiłku odkrycia go, znalezienia spośród innych. Jego rosnąca popularność cieszy jednak oko coraz większej liczby odbiorców, co zbliża je niebezpiecznie do granicy kina popkulturowego. Możliwe, że podnoszenie do rangi kina artystycznego czegoś, co poddawane jest ocenie jurorów na konkursach i czemu przyznawane są nagrody, jest pewnego rodzaju paradoksem naszych czasów. Jak bowiem ocenić coś, co z założenia ma być poza głównym nurtem i co nie powinno ocenie podlegać?

Zastanówmy się przez chwilę, co właściwie decyduje o tym, że uznajemy coś za komercyjne albo alternatywne? Sprawa wydaje się jasna i klarowna - komercja wiąże się z mainstreamem, eksploatacją, nastawieniem na zysk, a offowość z eksperymentalnością, czymś spoza kategorii, z poszukiwaniami indywidualnego środka wyrazu własnych, artystycznych, emocji. Jednak granica podziału jest cienka - powiedziałabym nawet - umowna.

disney

Prawdopodobnie na dźwięk nazwiska Walta Disneya przed oczami ukazuje nam się obraz ociekającego barokową komercją gigantycznego imperium, ewentualnie klasyczne animacje, dzięki którym z rozrzewnieniem wspominamy okres dzieciństwa. Ale jak to zazwyczaj bywa na początku - od czegoś trzeba było zacząć, a z całą pewnością nie była to "Księga Dżungli" czy "Król Lew".

Disney zaczynał od drobnych animacji, a przełom w jego karierze pokrył się czasowo z przełomem dźwiękowym w filmie animowanym - w pełni świadomy niedociągnięć technicznych jakie pociąga za sobą wprowadzanie partii dialogowych, zdecydował się na krok zgoła odmienny - wykorzystał braki podporządkowując animację zabawnym efektom dźwiękowym, pokazując  tym samym, że dźwięk nie musi być wcale elementem bonusowym w sztuce ruchomych obrazów, a wręcz przeciwnie - może być czymś, co będzie całą akcję nakręcać.

Ważniejsze wydaje się jednak zdecydowanie, z jakim Disney odrzucał propozycje mecenatu wielkich wytwórni. Nie zgadzając się na dyktowanie sobie warunków pracy, naznaczył swoje produkcje własną indywidualnością, tworząc jednocześnie podwaliny pod przyszły światowy sukces.

W podobny sposób potoczyła się też ścieżka kariery Tima Burtona, który rozpoczynał swoją przygodę z filmem jako typowy eksperymentator i przedstawiciel animacji alternatywnej.

burton

Jego "Vincent", to obraz idealnie wpasowujący się w ramy offu, prezentujący wizję świata właściwą samemu twórcy, naznaczony jego osobowością i stylem. Czy różni się jednak wybitnie od "Gnijącej panny młodej" czy "Miasteczka Halloween"? Na pierwszy rzut oka raczej nie. Pomimo przesunięcia się marginesu alternatywności w stronę kina popularnego twórczość Burtona zachowała swoją oryginalność. Przeskok ku pewnego rodzaju komercjalizacji nie stanowił przeszkody w procesie twórczym, wydaje się, że stało się wręcz odwrotnie - pieniądze i zainteresowanie widzów pomogły w ulepszaniu dotychczasowych pomysłów, bez utraty indywidualnych rysów i walorów artystycznych.

Bez względu na okoliczności istnieje więc silny związek pomiędzy koncepcją artystyczną a komercją. Ich korzenie wywodzą się przecież z jednego nurtu sztuk graficznych, spokrewnione są z elementami komiksu i karykatury, opierają się o pewnego rodzaju schematyzm, uproszczenie rzeczywistości, ale i o własną, twórczą przecież wizję świata.

Pomimo oczywistych na pozór różnic w kinie offu i kinie mainstreamu, nie można kategorycznie wykluczyć możliwości przejścia danej animacji z poziomu awangardowego na poziom popkulturowy. Oczywiście nie stanowi to reguły, ponieważ intuicyjnie wyczuwamy subtelności jednego i drugiego, pokazuje to jednak jak płynna jest granica pomiędzy offem a komercją i jak oba te elementy współegzystują w ramach jednego animacyjnego systemu.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Log In or Sign Up

W razie jakichkolwiek problemów z logowaniem lub rejestracją prosimy informację na http://motionfreaks.pl/index.php/kontakt